Najlepsza praca na świecie. Wywiad z Mileną Myszak - Paulina Jóźwik
Blog copywriterki o pisaniu, kreatywności, twórczym życiu i nie tylko!
copywriting
21680
post-template-default,single,single-post,postid-21680,single-format-standard,cookies-not-set,symple-shortcodes ,symple-shortcodes-responsive,ajax_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.5.2,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Najlepsza praca na świecie. Wywiad z Mileną Myszak

„Jestem po marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, natomiast moją miłością są śluby”. Tak brzmiał początek wiadomości głosowej od Mileny Myszak właścicielki Laa Loba Slow Decoration. Na spotkanie ze mną przyszła spóźniona, bo zagadała się z parą, której przygotowuje dekoracje ślubne. Nic dziwnego. O ślubach i kwiatach opowiada z takim zaangażowaniem, że wygląda, jakby unosiła się pięć centymetrów nad ziemią. Zapomina wtedy o całym świecie.

Zapraszam na rozmowę z dziewczyną, Ślązaczką, estetką zakochaną w pięknie, która była tak nieszczęśliwa, że postanowiła rzucić pracę i odnaleźć pasję.

Zdjęcie: Honey & Moon Photography, kwiaty i stylizacja: Laa Loba

 

Skąd się wzięły kwiaty w twoim życiu?

To jest śmieszna historia. Siedem lat temu odwołałam ślub na trzy dni przed uroczystością (śmiech). Natomiast byłam zafascynowana przygotowaniami do uroczystości, łącznie z dekoracją i projektowaniem wszystkiego. Dzisiaj wiem, że to się wydarzyło dlatego, żebym ja odnalazła pasję. Jestem dziewczyną, która zwiała sprzed ołtarza, a zajmuję się dekoracją ślubów (śmiech).

Zanim pojawiły się kwiaty zajmowałaś się marketingiem. Czy to był świadomy wybór?

Chciałam iść na studia ze zdobienia biżuterii. Mama powiedziała mi: „Dziecko, gdzie ty po tym znajdziesz pracę”. Moja edukacja artystyczna skończyła się na ósmej klasie podstawówki. Pani z plastyki powiedziała, że jestem za słaba na liceum plastyczne. Ja jej w to uwierzyłam. Poszłam do ogólniaka i myślałam, że coś mi się rozjaśni w głowie. Ale się nie rozjaśniło. W liceum miałam muzykę zamiast plastyki i byłam nieszczęśliwa, bo bardzo tęskniłam za zajęciami plastycznymi.

A potem wybrałaś marketing.

To był kierunek elastyczny. Miałam ambicję, żeby zostać magistrem. Natomiast podczas studiów zazdrościłam przyjaciółce, która była na psychologii i zamiast chodzić na imprezy, to się uczyła. Uczyła się, bo chciała! Ja wtedy tego nie rozumiałam (śmiech). Natomiast teraz ją rozumiem.

Gdzie pracowałaś?

W Zarze, w banku, w hotelarstwie jako event manager. Później zaczęłam podróżować, bo myślałam, że problem ze mną nie tkwi w tym, co robię, tylko w miejscu.

W twoim życiu pojawiła się Australia, Monachium, Malta. Potem wróciłaś do Polski. Miałaś pomysł na siebie?

Wróciłam do hotelarstwa, bo było mi najłatwiej. Pracowałam w hotelu w Szczyrku, gdzie zajmowałam się marketingiem. Potem pracowałam w sprzedaży, ale nie miałam za bardzo wyników. Wtedy koleżanka powiedziała mi: „Milena jak już zajmujesz się sprzedażą, to chociaż rób na tym pieniądze – chodź do nieruchomości”. Tak znalazłam się w Krakowie. Po miesiącu wróciłam do domu, położyłam się na podłodze, zaczęłam płakać. Zaczęłam się też zastanawiać, co jest nie tak z moim życiem.

Wciąż to nie było to, co chciałaś robić zawodowo?

Tak. I wtedy mój współlokator powiedział mi: „Milena szukaj. Znajdź swoją pasję”. Dziękuję mu do dzisiaj, bo inaczej bym się nie odważyła tego zrobić.

Zdjęcie: Beza Studio, kwiaty i stylizacja: Laa Loba

 

Od razu pomyślałaś, że to będzie praca z kwiatami?

Nie. Drugą rzeczą, do której mnie ciągnęło była stylizacja ubioru. W tym czasie przyjechała do Krakowa moja koleżanka z Bielska, która z kolei ma koleżankę stylistkę. Ja poprosiłam tę koleżankę koleżanki o spotkanie. Zaproponowała mi, żebym była jej asystentką. Spróbowałam i okazało się, że to nie jest to dla mnie, bo w tej pracy musisz dziesiątki godzin spędzić w centrum handlowym.

I trafiłaś do kwiaciarni…

Nie umiałam pracować z kwiatami, ale dostałam pracę. Właścicielka powiedziała, że woli dziewczynę, która nic nie potrafi, żeby ją poduczyć.

Jak ją do siebie przekonałaś?

To było szczęście. Ona potrzebowała ludzi do pracy. Od razu nie zajmowałam się bukietami. Zaczęłam od najprostszych rzeczy, czyli od robienia girland. Pokazywała mi jak je robić. Jak masz zdolności manualne to szybko się tego uczysz. Odkryłam w sobie talent do łączenia struktur, kolorów. Przychodziło mi to z łatwością. To jest tak, jak ktoś ma zdolności językowe. Jeśli to odkryje, bardzo szybko będzie się uczył języków. Tak było też ze mną i z kwiatami.  Zmysł do tego po prostu ze mnie wypłynął.

Nie czułaś, że brakuje ci doświadczenia?

Czasami nie trzeba mieć doświadczenia w jakiejś dziedzinie, żeby poczuć, że dasz radę to dobrze zrobić. Ja tego wcześniej nie wiedziałam i nagle poczułam, że potrafię. We florystyce są rzeczy techniczne, do których musisz mieć wprawę. Wiadomo, że jak zrobisz pięćdziesiąt bukietów, to pięćdziesiąty pierwszy będzie lepszy niż piąty.

Pamiętasz ten moment, gdy pomyślałaś, że to jest właśnie „to coś”, czym chcesz się zajmować?

Za pierwszym razem, kiedy organizowałam event. Właścicielka kwiaciarni zostawiła mnie i pojechała na inne wydarzenie. Przypuszczam, że nie miała wyjścia, bo nie miała innych ludzi do pracy (śmiech).

I jak poszło?

Podwinęłam rękawy i pracowałam. Wszystko było dobrze.

Jak myślisz, dlaczego tak długo zajęło ci dojście do tego miejsca, do znalezienia pasji? A potem do zamiany pasji na zawód.

Wcześniej nie słuchałam swoim potrzeb. Nie słuchałam siebie. Przez lata. Tego, że potrzebuję kreacji, projektowania, pracy z pięknem. Kwiaty same w sobie są piękne, a to mnie nakręca i dodaje sił witalnych.

Teraz jesteś pewna, że jesteś we właściwym miejscu w swoim życiu zawodowym?

Jedyną rzeczą jakiej jestem pewna to to, że potrafię zorganizować piękny ślub (śmiech).

Jak ważne są dla ciebie śluby, które organizujesz?

Wierzę, że ludzie biorą ślub, bo się kochają. Zawsze pytam, narzeczonych jak się poznali, jak się zakochali. Ślub to jest tak piękna uroczystość, że warto, żeby była też fajnie „ubrana”. Nie chodzi o to, żeby wydawać ogromne pieniądze. Ale przede wszystkim, żeby być w tym dniu sobą. Zawsze powtarzam moim narzeczonym, że mody ślubne to jedno, ale najważniejsze, żeby nie zatracić w tym siebie. Trafiają do mnie fantastyczne panny młode. Spotkanie z nimi to jest sama przyjemność.

Zajmujesz się tylko bukietami?

Podchodzę do tego holistycznie. Miejsce, suknia to wszystko określa charakter uroczystości. Moja praca nie kończy się na tym, że przywiozę kwiaty i koniec. Zajmuję się bardziej stylizacją, czyli doradzam we wszystkim, żeby całość wydarzenia była spójna. Zależy na tym, żeby dawać ludziom piękno.

Jak wyglądało twoje pierwsze zlecenie związane z dekoracją ślubu?

Pierwszy ślub, który organizowałam był cały w kolorystyce zieleni. Bez kwiatów! Pan młody w dżinsach. Mój wymarzony projekt. Pierwszy raz w życiu nie czułam zmęczenia po pracy.

Zdjęcie: Beza Studio, kwiaty i stylizacja: Laa Loba

 

Ok, żeby nie było tak kolorowo – wiem, że to nie jest łatwy biznes. Jak sobie radzisz?

Moja branża jest sezonowa. Okres wakacyjny jest super, a potem bywa różnie. Na razie pracuję też w kwiaciarni i mam swoje zlecenia. Kiedy otworzyłam firmę, wpadłam w panikę. Trzeba było zakasać rękawy i zapierniczać. Oczywiście są momenty, kiedy w siebie wątpię. Na przykład, gdy klientka odwołała ślub, a ja już zainwestowałam w materiały. Nie mam jeszcze bezpieczeństwa finansowego. Ale z drugiej strony wiem, że do wszystkiego potrzebny jest czas.

Twoja praca wymaga też siły.

Niewiele osób wie, że to też jest ciężka fizyczna praca. Nosi się kartony, wiadra z wodą. Trzeba robić podwieszenia, montaże. W mojej firmie jestem wszystkim: od sprzątaczki, po marketingowca (śmiech). Czasami mam poobijane kolana, ale nie zamienię jej na nic innego.

Było warto?

Nie żałuję. Wydałam wszystkie oszczędności na swoją firmę (śmiech). Postawiłam wszystko na siebie pierwszy raz w życiu. Chcę, żeby na moim pogrzebie, ktoś powiedział, że ta dziewczyna robiła piękne kwiaty (śmiech).

A najlepszy moment twojej pracy?

Kiedy wkładam słuchawki. Gra mi muzyka. Mam odlot. Mam wrażenie, że kwiaty do mnie mówią: „Hej, ja chcę tu być” (śmiech). A najlepszy moment jest, gdy skończysz wszystko dekorować i czekasz aż przyjadą goście. Patrzysz i widzisz, że jest piękne.

Jakie masz plany na przyszłość?

Chciałabym robić rzeczy dla kobiet, bo uważam, że coraz bardziej oddalamy się od natury, od kwiatów. A jak się oddalamy to świrujemy (śmiech). Lubię klimat beauty, ale z drugiej strony jestem bardzo związana z naturą. Kwiaty las, to są rzeczy, które mi dają siłę. Kiedyś kobiety więcej się spotykały. Te spotkania były w naszej kulturze. Haftowały, robiły wianki…

… darły pierze.

Dokładnie. Ja nie wiem czemu my od tego odchodzimy. Nie rozumiem tego.

Warsztaty dla kobiet były też przełomowe dla twojej działalności. Opowiesz o nich więcej?

Zrobiłam warsztaty robienia lasu w słoiku, które zaczęły sprzedawać się tak szybko, że ja nie miałam czasu zrobić prania. Nagle zaczęły do mnie pisać firmy, że chcą robić takie warsztaty. To był dar od boga.

Zdjęcie: Laa Loba

 

Jak myślisz, co blokuje ludzi przed tym, żeby iść za głosem serca, intuicją?

Patrzymy na swoje ograniczenia. Ja też myślałam, że tyle lat studiowałam, nie mam koneksji, nie mam pieniędzy, doświadczenia, więc nie dam rady. Ale jak człowiek czuje pasję to nie potrzebuje dużego doświadczenia.

Od razu pojawia mi się w głowie głos tłumu, który mówi: „Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić”.

Nigdy nie będzie łatwo. Wszystko co się rozwija, rozwija się w bólu. Nie zbudujesz mięśni, jak nie będziesz mieć zakwasów. Nie warto siedzieć i mówić sobie: „Jaka jestem słaba”. Trzeba mówić: „Jestem fighterką”. Zamykam oczy i działam. Ja przestałam myśleć, co będzie, gdy nie dam rady, gdy nie znajdę zleceń, gdy nie wyjdzie. Wypisałam to, co muszę zrobić i zaczęłam to robić. Oczywiście to mnie kosztowało bardzo dużo, żeby samej sobie powiedzieć, że ja jednak potrafię.

Słyszę w twoim głosie, że jesteś pewna, czego chcesz. Mam rację?

Wiesz, ja nigdy nie miałam potrzeby ścigania się z innymi. Ani w szkole, ani na studiach. A jeśli chodzi o kwiaty – tu chcę być najlepsza. To nie jest chora ambicja, ale coś, co mnie nakręca i pcha do rozwoju. Jak widzę konkurencję, myślę sobie: „Dobrze to zrobili. Teraz ja muszę coś ulepszyć u siebie”.

Na koniec zapytam o to, jakie kwiaty lubisz najbardziej?

Piwonie. Wspaniałe kwiaty – duże, piękne, romantyczne. Lubię też jaskry, ciemiernik. W polskich kwiaciarniach najczęściej znajdziesz różę, gerberę i goździka. Ale na szczęście wszystko do nas powoli przychodzi.

Jak o tym opowiadasz to widzę, że ci się szklą oczy.

Ja płaczę prawie na każdym evencie (śmiech). Mam najlepszą pracę na świecie, bo pracuję z miłością.

Zdjęcie: Oryna Hayduk, kwiaty i stylizacja: Laa Loba

 

Milena Myszak – właścicielka Laa Loba Slow Decoration. Ślązaczka, z wykształcenia marketingowiec, z pasji i serca projektant. Kolekcjonuje ubrania, buty oraz piękne notatniki, w których pilnie zapisuje wszelkie marzenia i plany. Od kiedy tylko pamięta estetka. Namiętnością darzy poranną kawę.
Jeżeli przypomni sobie o czasie wolnym, wówczas ćwiczy, tańczy, biega po lesie lub gotuje. Uwielbia naturalną, lokalną kuchnię. Nie przywiązuje się do miejsc, najlepiej czuje się w podróży. Gdyby mogła, prowadziłaby pracownię w sercu tropikalnego lasu.

Strona internetowa Laa Loba: laaloba.com

Facebook: facebook.com/laalobaevents

Instagram: instagram.com/laalobaslowdecoration

Zdjęcie w miniaturze: Svetlana Ternovenko, kwiaty i stylizacja: Laa Loba


To była czwarta rozmowa w ramach cyklu „Atlas Kobiet – Zmiana”.

Pozostałe rozmowy z cyklu:

Od humanistki do programistki – rozmowa z Elą Wróbel.

Dziewczyna z łąką w tle. Wywiad z Kornelią Machurą.

W życiu trzeba iść na żywioł. Wywiad z Marysią Bocheńską.

Jeśli znacie kobiety, które się przebranżowiły lub odnalazły swoją ścieżkę zawodową i chciałyby o tym opowiedzieć – piszcie na serwus@paulinajozwik.pl. Chętnie z nimi porozmawiam!

Tags:
3 komentarze
  • Rozmyślania Yasminelli

    2018-06-08 at 09:53 Odpowiedz

    Uwielbiam czytać takie wpisy – rozmowy z inspirującymi ludźmi, którzy nie bali się zaryzykować.

  • Basia

    2018-06-08 at 10:43 Odpowiedz

    tak, to musi być cudowna praca<3 Uwielbiam czytac o ludziach z pasja i powołaniem :)

  • Słomka

    2018-06-08 at 11:51 Odpowiedz

    Świetny wywiad! Fajnie się czyta o ludziach, którzy mieli w sobie odwagę, aby zmienić coś w swoim życiu. Też jestem teraz na takim etapie, poszukuję, chcę coś zrobić, zmienić, więc dobrze wiem, że nie jest to łatwe, są momenty, kiedy człowiek chce się schować w jakimś bezpiecznym miejscu, ale grunt to się nie poddać. Fajnie, że Milenie się udało :)

Dodaj komentarz