W życiu trzeba iść na żywioł. Wywiad z Marysią Bocheńską - Paulina Jóźwik
Myślisz o własnej kawiarni? Przeczytaj wywiad z właścicielką najbardziej domowej kawiarni w Krakowie - Absurdalia Cafe.
własna kawiarnia
21631
post-template-default,single,single-post,postid-21631,single-format-standard,symple-shortcodes ,symple-shortcodes-responsive,ajax_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.5.2,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

W życiu trzeba iść na żywioł. Wywiad z Marysią Bocheńską

W lutowy poranek wybrałam się do kawiarni Absurdalia Cafe na krakowskim Podgórzu, żeby porozmawiać z jej założycielką – Marysią Bocheńską. Absurdalia to miejsce niezwykłe na mapie miasta. Znajduje się po drugiej stronie Wisły tuż za Kładką Ojca Bernatka, a w jego progi zaprasza królik Stefan. Kiedy człowiek już wejdzie do środka, może przez chwilę pomyśleć, że przypadkiem znalazł się u kogoś w domu. Wnętrze rozświetlają lampki, w rogu stoi łóżko, a w powietrzu unosi się zapach kawy.

Marysia opowiedziała mi o tym, jak to się stało, że zamiast pracować w mediach, stworzyła kawiarniany biznes. Zapraszam na trzecią rozmowę z cyklu „Atlas Kobiet – Zmiana” i odwiedziny w jednej z najbardziej klimatycznych, krakowskich kawiarni!

Pracowałaś przez jakiś czas w mediach?

Pracowałam to za dużo powiedziane. W Onecie przez półtora roku byłam na najniższym stanowisku w dziale social media. Wymyśliłam sobie, że będę tam pracować i udało mi się dostać po praktykach.

Praca w mediach to było to, czego chciałaś?

Tak. Na początku byłam dumna. Myślałam: „O pracuję w Onecie!”. Potem okazało się, że jednak nie chcę tam pracować.

Dlaczego?

Siedziałam przy komputerze. Patrzyłam przez okno, jak idą ludzie pod parasolami. Potem w lecie idą sobie z pieskami na spacer. Pada śnieg, słońce świeci, a ja tylko siedzę przed monitorem i mi to wszystko ucieka. Zrobiło mi się żal. Stwierdziłam fajnie, że się udało, ale wystarczy półtora roku.

Prawdziwe życie było za oknem.

Tak. To, co ja robiłam, nie przynosiło ani satysfakcji, ani nie było tak naprawdę nikomu potrzebne.

Co było potem?

Znajomi zaproponowali mi dosyć długi wyjazd do Maroka. Żeby pojechać, musiałam rzucić pracę. Zrobiłam to i podczas podróży wydałam wszystkie pieniądze. Kiedy wróciłam, nie wiedziałam do końca, co chcę robić, ale cieszyłam się, że nie będę musiała już siedzieć przy komputerze.

I wtedy założyłaś sklep? Jak to się stało?

W moim życiu wszystko dzieje się przypadkiem. Dowiedziałam się, że zwalnia się lokal na ulicy Grodzkiej…

Czyli w centrum Krakowa.

Tak! Miałam bloga, na którym rysowałam śmieszne rysunki i pisałam do nich historyjki. Stąd się wzięła nazwa Absurdalia i słoń – Absurdaliusz. Przez bloga poznałam bardzo wiele osób, które robiły rękodzieło. Znałam dziewczyny, które szyły, robiły kolczyki i tak dalej. Wzięłam od nich rzeczy w komis i otworzyłam sklep z rękodziełem.

Ile czasu minęło od pomysłu do realizacji?

Otworzyłam sklep bodajże ósmego marca, a wróciłam z Maroka w styczniu.

W dwa miesiące wszystko było gotowe? Zawsze działasz spontanicznie?

Gdybym czekała, to nic by się w moim życiu nie wydarzyło.

Opracowałaś plan działania, czy poszłaś na żywioł?

Poszłam na żywioł (śmiech). Na szczęście mam taką rodzinę, która mnie wspiera. Wzięłam rzeczy w komis, więc nie ryzykowałam za dużo. Nie musiałam też inwestować w to dużych pieniędzy. Trzeba było tylko kupić parę mebli i pomalować ściany. No i musiałam mieć na pierwszy czynsz. Mama kupiła mi stół, pomalowaliśmy lokal, a dziewczyny wysłały mi rzeczy. I się zaczęło.

Sklep dobrze prosperował?

Ze sklepu wystarczało mi na utrzymanie, ale nie pojechałabym za te zarobki do Tajlandii. Po trzech latach przyszedł do mnie właściciel lokalu i powiedział, że to koniec. Miał swoje plany wobec lokalu. Musiałam szybko coś wymyślić, a zawsze chciałam mieć kawiarnię.

Praca w sklepie Cię satysfakcjonowała?

Tak, ale czułam, że potrzebuję czegoś innego, bo ileż można sprzedawać rękodzieło (śmiech).

Jak szybko musiałaś się wyprowadzić z lokalu na Grodzkiej?

Właściciel dał mi pół roku na ogarnięcie, ale właściwie już minutę po tym, jak wyszedł, pomyślałam, że w takim razie to już czas na kawiarnię (śmiech). Następny level.

Znowu poszłaś na żywioł? Nie bałaś się?

Nie miałam za bardzo wyboru. Mogłam wrócić do korporacji albo szybko wymyślić coś nowego. Nie brałam pod uwagę tego, żeby znowu nie być sobie szefem. Stwierdziłam, że jak teraz się na to nie zdecyduję, to już nigdy tego nie zrobię. To był idealny czas.

Jaka była pierwsza rzecz, którą wtedy zrobiłaś?

Najpierw zaczęłam szukać…mebli (śmiech). Chciałam postawić bliskich przed faktem dokonanym. Szukałam mebli na internetowych wyprzedażach, wyprzedażach z likwidowanych mieszkań po starszych ludziach i tak dalej. Gromadziłam je na czwartym piętrze w małym mieszkaniu, w którym mieszkam razem z chłopakiem. Szybko zaczęło brakować miejsca, więc mój chłopak stwierdził, że trzeba szukać lokalu.

Jak trafiłaś na to miejsce, w którym znajduje się teraz kawiarnia?

Po prostu przechodziłam tędy z koleżanką. Wiedziałam, że nie stać mnie na lokal wokół rynku. Musiałam szukać czegoś na uboczu. To było ryzykowne, bo nie ma pewności co do klientów. Kawiarnia to już jest konkretny biznes, zupełnie inny niż prowadzenie sklepiku z rękodziełem. Wiąże się z dużą odpowiedzialnością finansową. Jak już zdobyłam ten lokal, trzy miesiące nie spałam ze stresu. Musiałam też szybko otworzyć, żeby nie płacić czynszu za miejsce, które nie przynosi żadnego zysku.

Ale nie poddałaś się?

Znowu pomogli mi ludzie wkoło. Na przykład okazało się, że mój brat ma znajomych, którzy zajmują się sprzedażą ekspresów do kawy i lodówek i załatwiają formalności związane z sanepidem. Jak już zgarnęłam meble z internetowych akcji, przyszli znajomi i razem je malowaliśmy. Trzeba było zrobić mały remont ze względu na sanepid. Ja się tu nauczyłam kłaść płytki na ścianach. Wszystkie, które są w kawiarni, położyłam sama (śmiech).

Miałaś jakieś pieniądze?

Trochę miałam odłożone, ale nie dużo. Jak zobaczyłam, ile kosztuje wyposażenie do kawiarni, fotele, dekoracja to stwierdziłam, że mnie na to nie stać. Dlatego wystrój jest taki. Stoi tu na przykład moje łóżko z pokoju u rodziców i fotel mojego dziadka.

Dzięki temu w okolicy nie ma podobnego lokalu. Miałaś od razu wizję, jaki będzie wystój?

Już w liceum planowałam, jak będzie wyglądała moja kawiarnia!

Twoja osobowość przekłada się na to, jak wygląda kawiarnia i to, czym są Absurdalia. Możesz opowiedzieć o tym więcej?

Zapraszam rękodzielników na warsztaty. To trochę kontynuacja mojego sklepu. Chciałam też, żeby odbywały się tu koncerty i będzie ich coraz więcej. Zawsze chciałam, żeby było to miejsce artystyczne. Dużo tu włożyłam uczuć, więc to jest tak, jakby ktoś przychodził do mnie do domu. To jest nieporównywalne do tego, jak się otwiera sieciówkę.

W twojej opowieści przewijają się cały czas ludzie i pomoc, jaką od nich dostałaś.

Nic bym bez nich nie zrobiła. Jakbym usłyszała, że zwariowałam i upadłam na głowę, to pewnie poszłabym pracować przed komputerem.

Nikt tak nie powiedział?

Mama robiła wielkie oczy i trochę się bała (śmiech). Tata przyszedł ze mną oglądać lokal. Staraliśmy się być bardzo profesjonalni podczas oględzin, ale jak wyszliśmy, to tata powiedział: „Rany boskie bierz!”

Ktoś na Facebooku napisał, że tworzenie Absurdaliów można porównać z wnoszeniem stołu na czwarte piętro bez windy. Tak czujesz?

Dokładnie tak było. Jak kupowałam jeden ze stołów, który stoi w kawiarni, wyobrażałam sobie, że jest mały, lekki i wniosę go sama na czwarte piętro. Kurier do mnie zadzwonił i powiedział, że chyba zwariowałam i na pewno on mi nie pomoże. Pomyślałam, że nie takie rzeczy robiłam, więc dam radę. Potem okazało się, że ten stół to jest straszny kloc. Nie było opcji, żebym sama go wniosła na czwarte piętro.

Kurier pomógł?

Jak zobaczył moją minę to mi pomógł. Mimo że przez telefon wymieniliśmy różne uwagi na swój temat. Kiedy go wnosiliśmy, myślałam, że umrę, ale nie dawałam nic po sobie poznać. Gdy kurier wyszedł, musiałam się położyć (śmiech).

Co byś doradziła osobie, która chciałaby założyć swój biznes?

Żeby się nie bać. Nie wyobrażam sobie też sytuacji, że ktoś chce założyć biznes i nie ma wsparcia w rodzinie, bliskich. Jeśli ma wsparcie, ale sam jest problemem, bo się boi, wystarczy pomyśleć, czy chce się spędzić całe życie na tym, co się aktualnie robi. W moim przypadku była to wizja siedzenia przed komputerem w jakiejś norce, gdzie jest zimno i ciemno. Dla mnie to była wystarczająca mobilizacja.

Myślę, że trzeba zachęcać, zwłaszcza kobiety, żeby się nie bały robić własnych rzeczy. Żeby wychodziły z domu i robiły to, co chcą, a nie to, co im każą inni. Wcale nie trzeba tylko wychowywać dzieci albo pójść do pracy do biura, potem wrócić, ugotować obiad i odkurzyć.

Jakie są zalety bycia na swoim?

Teraz mogę na przykład przychodzić do pracy ze swoim psem. Zdecydowałam się wziąć Tolę ze schroniska właśnie dlatego, że wiedziałam, że będę mogła ją ze sobą zabierać. Tola od pierwszych szczenięcych dni chodziła ze mną do pracy i wszyscy ją znali. W tym roku byliśmy na Mazurach i raz podeszła do nas pewna pani i zapytała: „Czy to przypadkiem nie Tola”? Kilka razy zaczepiali mnie też w tramwaju, a przecież to klasyczny kundel z urody.

Tola :-)

Żyjesz na własnych zasadach?

Zdecydowanie. Nie lubię, jak ktoś mi mówi, co mam robić. Zwykle tego wtedy nie robię. Praca na etacie uświadomiła mi, że nie chcę pracować w biurze, wykonywać poleceń, potem się stresować i zależeć od innych ludzi.

Myślisz, że Absurdalia będą twoim pomysłem do życia na całe życie?

Nie wiem co przyniesie życie. Ale mam jeszcze wiele pomysłów na zapas.

 

Marysia Bocheńska – prowadzi w Krakowie najbardziej domową kawiarnię Absurdalia, gdzie można pić kawkę w łóżku pod kocykiem, przyjść z psem i z dziećmi. Są planszówki i najpyszniejsze na świecie kakałko z malinami i bitą śmietaną.

Fan page kawiarni: Absurdalia CAFE

Wszystkie piękne zdjęcia we wpisie wykonała Ewa Karaszkiewicz z Hydrauliki Słów. Dzięki Ewa! <3

Polecam też krótki filmik, który przygotowała Ewa:

Pozostałe rozmowy z cyklu:

Od humanistki do programistki – rozmowa z Elą Wróbel.

Dziewczyna z łąką w tle. Wywiad z Kornelią Machurą.

Jeśli znacie kobiety, które się przebranżowiły lub odnalazły swoją ścieżkę zawodową i chciałyby o tym opowiedzieć – piszcie na serwus@paulinajozwik.pl. Chętnie z nimi porozmawiam!

12 komentarzy
  • Aga

    2018-03-07 at 04:07 Odpowiedz

    Bardzo inspirujący wywiad! Paulina, dziękuje :)

  • HolkaPolka

    2018-03-07 at 08:23 Odpowiedz

    Jestem zauroczona i kawiarnią i samą historią. Jeśli będę w Krakowie to będzie pewniak na mojej liście do odwiedzenia. Uwielbiam ludzi odważnych i z pasją!

  • Kamila

    2018-03-07 at 10:40 Odpowiedz

    Wow! Super historia! Bardzo motywujaca. Tego mi dzisiaj bylo trzeba. :)

  • ula mamonik.pl

    2018-03-07 at 20:43 Odpowiedz

    aż żałuję, że nie mieszkam blizej Krakowa. Fajny wywiad, fajne miejsce, super właścicielka :)

  • Aleksandra Kobusińska

    2018-03-08 at 12:45 Odpowiedz

    Każda kobieta powinna spełniać swe marzenia. Kobieta szczęśliwa to kobieta spełniona :)

  • Danka

    2018-03-08 at 13:10 Odpowiedz

    Byłam ostatnio w Krakowie, szkoda, ze dopiero teraz czytam o tej kawiarni.

  • Ola

    2018-03-08 at 13:39 Odpowiedz

    A dziś myślałam, że pojechałabym do Krk :) Wrzucam na listę miejsc do odwiedzenia, a sam wywiad udostępniam u siebie :)

  • melodylaniella

    2018-03-08 at 20:59 Odpowiedz

    uwielbiam takie wywiady! Cudne miejsce, będę w Krakowie – zajrzę!

  • Kinga Ćwięka

    2018-03-09 at 23:08 Odpowiedz

    Fantastyczny post!
    Czytałam go jednym tchem.
    Bardzo inspirująca rozmowa a sama historia opisuje poniekąd spełnienie moich dalszych marzeń.
    Fenomenalne, że są takie miejsca i tacy ludzie.
    Dzięki za ten post!
    Peace and love <3

  • Klaudia

    2018-03-12 at 17:13 Odpowiedz

    Bardzo podoba mi się nazwa: Absurdalia Cafe :) A przede wszystkim podoba mi się, że zarówno autorka wywiadu, jak i gość zadały pytanie: DLACZEGO. Uważam, że to najważniejsze pytanie, które każda z nas, kiedy stoi przed decyzjami życiowymi powinna sobie zadawać. A najlepiej robić taki „audyt” często po to, by nie zapędzić się w czymś, co na pewno nie jest już nasze i nie daje nam satysfakcji. By nieustannie upewniać się, że to, co robimy i w którym kierunku dązymy jest spójne z naszymi pragnieniami i wartościami.

  • Mimo wszystko Kraków daje większe możliwości niż miasteczko powiatowe.
    Życzę powodzenia :-)..

  • kosmetykiani.pl

    2018-03-15 at 18:29 Odpowiedz

    Super wywiad! Fajnie, że P. Marysia Bocheńska spełnia marzenia i motywuje do tego innych. :-)

Dodaj komentarz