Paulina Jóźwik | 5 nienaruszalnych praw czytelnika
Jak często masz wyrzuty sumienia, że za mało czytasz? Bestseller Cię zanudził i kryjesz się z tym przed innymi? Musisz wiedzieć, że jako czytelnik masz swoje prawa!
prawa czytelnika
21380
post-template-default,single,single-post,postid-21380,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.5.2,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive
prawa czytelnika paulina jóźwik

5 nienaruszalnych praw czytelnika

Jak często masz wyrzuty sumienia, że za mało czytasz? Bestseller Cię zanudził i kryjesz się z tym przed innymi? Musisz wiedzieć, że jako czytelnik masz swoje prawa!

Lubię czytać książki o książkach, o czytaniu i doświadczeniach literackich innych ludzi. Z tego powodu kupiłam esej „Jak powieść” Daniela Pennaca.

Pennac przeleżał na mojej półce ponad rok, zanim po niego sięgnęłam i… Początek mnie zupełnie rozczarował, więc zaczęłam wertować książkę z nadzieją, że znajdę w niej jednak coś, co mnie zainteresuje. Znalazłam! Na końcu autor opisuje 10 nienaruszalnych praw czytelnika. Z listy wybrałam te, z których sama na co dzień korzystam i Wam również polecam to zrobić.

  1. Prawo do nieczytania

To moje ulubione prawo.

Jestem typem, któremu zdarza się pochłaniać książki w ekspresowym tempie. Jeśli zainteresuje mnie jakiś autor/temat od razu chcę przeczytać wszystko.

Niekiedy czytam jak na fali, po czym przychodzi moment, kiedy przez tydzień nie jestem w stanie przeczytać dłuższego fragmentu tekstu. Wyciągam z półki egzemplarze, które od dawna czekają na swoją kolej i nic z tego nie wychodzi. Odwiedzam biblioteki, przeglądam książki, jak opętana i na końcu stwierdzam „nie mam co czytać!”.

Zrozumiałam, że czasami dobrą historię, dobrą książkę noszę w sobie jeszcze przez jakiś czas, zanim zrobię miejsce na następną. Potem trafiam na kolejną, którą „połykam” w jeden dzień. Po okresie czytelniczej głodówki to genialne uczucie.

Daję sobie też prawo do nieczytania wszystkich bestsellerów, nowości i hitów. Wolę sięgnąć do klasyki lub sprawdzonego autora i wynieść coś wartościowego, niż gonić za tym, co nowe, jedynie po to, żeby wrzucić zdjęcie z popularną książką na Instagrama.

  1. Prawo do przeskakiwania stron i czytania na wyrywki

„Lalkę” Bolesława Prusa czytałam bez pamiętnika starego subiekta –  bardziej interesowały mnie perypetie Wokulskiego i Izabeli. Na szczęście miałam wyrozumiałego polonistę, który w ogóle mnie za to nie potępił.

Pamiętam, że na studiach wiele książek zdążyłam tylko przejrzeć czy przeczytać fragment. Listy lektur były obszerne, zajęcia długie i fizycznie nie dało się przeczytać wszystkiego. Nie jeden raz uratowało mnie to na egzaminie, bo wystarczyło mieć jako takie pojęcie o książce. Żyję, mam maturę i magistra z polonistyki. No i wciąż nadrabiam te nieprzeczytane.

  1. Prawo do niekończenia książki

Z tego prawa korzystam chętnie. Jeśli książka mnie nie poniesie, bez wahania ją porzucam. Nie ma sensu się męczyć, żeby na końcu stwierdzić, że książka była do niczego. Jeśli po kilku stronach czuję, że nic z tej znajomości dobrego nie wyjdzie, wolę przeanalizować te kilka stron i mieć świadomość, co mi się w niej nie podobało. Co więcej, o niedokończonej lekturze można z powodzeniem dyskutować z innymi, nie marnując czasu na czytanie, które nie przynosi satysfakcji.

  1. Prawo do czytania jeszcze raz

Wiele książek czytam po raz pierwszy, chłonąc jedynie historię. Zwyczajnie się zapominam i nie bardzo interesuje mnie „jak” to jest napisane. Im więcej piszę, tym częściej sięgam po przeczytane książki, żeby podglądać warsztat pisarzy.

Wracam również do książek, które czytałam w dzieciństwie. „Kłamczucha” Musierowicz to jedna z moich ulubionych pozycji na gorsze dni. Czytałam ją chyba 10 razy.

Zdarza mi się słuchać jednej piosenki w kółko i kilka razy obejrzeć ten sam film. Nie ma nic złego w czytaniu tej samej książki nawet 20 razy, bo za każdym razem można odkryć dla siebie coś nowego czy zwyczajnie dobrze się bawić.

  1. Prawo do czytania byle czego

To prawo realizuję w obszarze kina i tu mam swoje guilty pleasure. Ale szanuję i rozumiem, że czasem człowiek po prostu musi ;-)

 

Z jakich praw czytelnika korzystacie? A może macie własne? Chętnie o nich poczytam w komentarzach! 


zdjęcie: StockSnap.io, autor: Poodar Chu

4 komentarze
  • Gracjana

    2017-02-24 at 18:27 Odpowiedz

    Chciałabym dać sobie te wszystkie prawa, na razie ciąży nade mną przymus czytania do końca :)

    • Paulina Jóźwik

      2017-02-24 at 19:07 Odpowiedz

      Kiedyś też tak miałam. Teraz daję szansę, ale jak nie wychodzi – odpuszczam ;) Wychodzę z założenia, że nic na siłę :)

  • Paulina

    2017-02-24 at 22:01 Odpowiedz

    Świetne prawa, w sumie wychodzi na to,że z nich korzystam. W książkach najpiękniejsze jest to,że możemy je czytać dla przyjemności i wędrować razem z bohaterami po ich świecie. Dzięki temu możemy żyć na wiele sposobów. To właśnie uwielbiam w książkach.

  • Sławek

    2017-03-14 at 10:05 Odpowiedz

    Kiedyś, dawno, dawno temu, otwierałem nową książkę gdzieś tak w jej środku lub nieco bliżej końca i czytałem. Później wracałem do jej początku albo kilka kartek wcześniej, żeby się dowiedzieć dlaczego coś się działo – wszystko zależało od stopnia zaciekawienia.
    Teraz, po latach, czytam od deski do deski. No nie zawsze… Czasem znudzony przestaję czytać.

Post a Comment