Paulina Jóźwik | „Zwykłe Życie” do czytania
Blog copywriterki o pisaniu, kreatywności, twórczym życiu i nie tylko!
copywriting
784
post-template-default,single,single-post,postid-784,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.5.2,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

„Zwykłe Życie” do czytania

Zawsze lubiłam gazety w tradycyjnej formie. Papier, dobre zdjęcia, ciekawe teksty. Niewiele mi do szczęścia potrzeba. Jednak od dłuższego czasu moim wizytom w kioskach towarzyszyło stwierdzenie: „nic ciekawego tu nie ma”.  

Po tych słowach najczęściej pojawiało się rozczarowanie, a było to już po tym jak kupiłam któryś z polskich magazynów „z wyższej półki” i wróciłam z nim i nadzieją do domu. Rosła więc we mnie potrzeba, żeby znaleźć dobrą gazetę w wersji papierowej. Szukałam czegoś na te chwile, kiedy odłączam się od sieci. Czasem lubię przejrzeć coś „babskiego”, ale ogrom reklam i treści sponsorowanych po prostu mi się przejadł. Wkurzały  mnie wciąż te same marki, wcale nie mówiące wiele na temat stylu, więcej natomiast na temat tego jak działa współczesny marketing. Zmęczyły mnie też wywiady z ludźmi, u których szukałam inspiracji, a w większości okazali się po prostu celebrytami w najbardziej negatywnym tego słowa znaczeniu.

Niektóre gazety kupowałam (jak wynikło z mojej szczerej analizy), ponieważ na ich łamach spotykałam prace polskich ilustratorów – Pawła Jońcy, Agaty Dudek, Katarzyny Boguckiej i innych. Naprawdę chwała za to, że redakcje inwestują w takie nazwiska. Jednak od magazynu do czytania wymagam jeszcze interesujących treści. Kiedyś też lubiłam zaglądać do tygodników takich jak Polityka. W pewnym momencie zauważyłam jednak, że zawsze czytam ją od końca, a gdy przebrnę już przez działy z recenzjami i kulturą, moja lektura dobiega końca.

Dlatego też postanowiłam kupić „Zwykłe Życie” i sprawdzić, czy znajdę tam coś dla siebie. Nie miałam żadnej wiedzy na temat tego, czy jest to pozycja warta uwagi oprócz tego, że od jakiegoś czasu śledziłam ich profil na Facebooku. Nie ukrywam też, że początkowo miałam mały problem z przeznaczeniem kwoty 25 zł (+koszty przesyłki) na gazetę. Mogłabym przecież za kupić książkę, a jakbym się postarała to nawet niejedną :-) Zaryzykowałam, a poniżej znajdziecie wyniki mojego spotkania ze „Zwykłym Życiem”.

1. Teksty

Wszystkie artykuły znajdujące się w magazynie są oczywiście dobrane do koncepcji „Zwykłego Życia”, czyli znajdziecie tam tematy związane z celebracją codzienności i prostego życia. Znajdziecie tam takie działy jak: ludzie, miejsca, rzeczy, rzemiosło, moda, kulinarnia, codzienne sprawy. Każdemu numerowi jest dedykowany temat przewodni – w ostatnim numerze był to czas. Z okładki „Zwykłego Życia” nie pomachają wam osoby znane z pierwszym stron innych gazet. Przeczytacie jednak wiele niezwykle ciekawych historii osób, które prawdopodobnie spotykacie na ulicy każdego dnia, nie wiedząc o tym jakimi są inspirującymi postaciami. W tych historiach łączy się proza życia z głębią, którą można (i powinno się) odnajdywać w codzienności. Co ważne na łamach magazynu znajdziecie sylwetki młodych osób, które wcale nie narzekają na nasz kraj i perspektywę pracy za 1500 zł miesięcznie, ale biorą się do pracy, z wdziękiem tworzą rzeczywistość, miejsca pracy i rzeczy naprawdę piękne <(„Moje 2,5 D”, „Co ma rap do rzemiosła”, „Mchy i malachity”). Obok młodych ludzi, spotkacie tam również historie osób starszych – np. genialna historia Pana Ryszarda Dziadosza, który z uporem maniaka walczył o to, żeby gdzieś pod Kazimierzem Dolnym na swojej działce postawić wiatrak („Entuzjazm i upór”); jak i te opowiedziane między wierszami – np. reportaż na temat szkoły odzieżowej („Uczymy się od razu dobrej roboty”). I jeszcze jedna kwestia – brak tutaj pustosłowia, zapychaczy tekstowych czy wizualnych, które miałyby zapełnić białe miejsca.

2. Zdjęcia i papier

Wspominałam o tym, że w popularnych magazynach denerwują mnie reklamy. „Zwykłe Życie” również je zawiera, ale bardzo niewiele. Ich obecność pewnie bardzo łatwo wytłumaczyć kosztami jakie trzeba ponieść m.in., by opłacić tego rodzaju wysokiej jakości druk. Dodatkowo wszystkie są bardzo dokładnie dobrane do stylu magazynu i wyglądają tak, że w niektórych przypadkach zastanawiałam się, czy to reklama czy po prostu świetne zdjęcie. Podsumowując – wszystkie zdjęcia są bardzo dobre, estetyczne i może to dziwnie zabrzmi, ale są tak piękne, że chce im się po prostu robić zdjęcia ;-). Lubię oceniać po okładkach i „Zwykłe Życie” z pewnością nie zawodzi mnie na tym polu. Na stronach magazynu nie zabrakło również ilustracji. Warto też wspomnieć, że magazyn jest wydany na bardzo dobrym, niebłyszczącym papierze i intensywnie pachnie. Jeśli zaliczacie się do tej grupy osób, która lubi wąchać książki – jestem pewna, że zwrócicie na to uwagę.

3. Cena

Pisałam wcześniej o moich wątpliwościach odnośnie ceny magazynu. Wiem, że dla wielu osób 25 zł to naprawdę niemała kwota. Ja, mimo początkowych wątpliwości, jestem zadowolona z tej inwestycji. Przede wszystkim z powodów, które opisałam powyżej – teksty i zdjęcia, które znalazłam w magazynie mnie nie rozczarowały tylko zachwyciły. Jeśli też się wahacie, możecie przeprowadzić sobie mały „rachunek portfela”. Przeciętnie magazyny „z wyższej półki” kosztują plus minus 10 zł i są wydawane często co miesiąc. „Zwykłe Życie” ma 4 wydania w roku. Wystarczy, że następnym razem będąc w kiosku zamiast wydać dwadzieścia złotych na dwa tytuły, zostawimy je na później i przeznaczymy na sprawdzenie, czy „Zwykłe Życie” się opłaci. Ja już dziś mogę zagwarantować, że tak. Nie jest to gazeta, która się dezaktualizuje – za pół roku to, co tam znajdziemy nadal będzie ciekawe. Jest to również magazyn dla całej rodziny. Czytał go mój tata i mąż, na pewno też podrzucę go innym znajomym.

Na koniec zapraszam do wnętrza „Zwykłego Życia”, które możecie zobaczyć w moim krótkim, bardzo amatorskim filmiku (muzyka: „Siesta” Jahzzar).

Polecam wam magazyn „Zwykłe Życie” i jestem ciekawa, czy go znacie, a może czytacie coś równie godnego uwagi?

Pozdrawiam,

Paulina

1 Comment
  • alekociol

    2015-07-08 at 15:29 Odpowiedz

    Ostatnio przypadkiem trafiłam na okładkę „Zwykłego życia” na Instagramie i byłam nią totalnie zauroczona. Zastanawiałam się gdzie to cudo kupić (i dzięki Tobie już wiem), a teraz… zastanawiam się czy nie kupić sobie za te 25 złotych czegoś innego :D

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: