Paulina Jóźwik | (Prywatny) słownik zapomnianych słów
Blog copywriterki o pisaniu, kreatywności, twórczym życiu i nie tylko!
copywriting
558
post-template-default,single,single-post,postid-558,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.5.2,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

(Prywatny) słownik zapomnianych słów

„Tak, słowa również potrafią umierać” – to cytat z „Zapomnianych słów”, nietypowego słownika opracowanego przez Magdalenę Budzińską. Słowa umierają, a wraz z nimi znikają światy. Jak dobrze, że powstała ta książka, bo można choć na chwilę wrócić myślami tam, gdzie nas dawno nie było.

Nie da się czytać tej ksążki i nie myśleć o tym jakie słowa się zna, jakie się znało, jakie tylko funkcjonują w naszych domowych pieleszach, a jakie zostały gdzieś daleko na wsi, machając wesoło nogami na bagażniku roweru podczas wyprawy po jarzębinę. Nie opiszę wam, które słowa ze słownika mnie zaciekawiły, o których sobie przypomniałam, a które mnie najzwyczajniej zachwyciły. Nie mam zamiaru odbierać wam przyjemności czytania z premedytacją.

Pokuszę się natomiast na stworzenie prywatnego mini-słownika zapomnianych słów. Sięgnę pamięcią do mojego dzieciństwa, przeniosę się do wakacji spędzanych u dziadków na wsi, na moment znowu będzie gorące, sierpniowe lato.

1. O horośka!

W taki sposób moja babcia wyrażała zachwyt, czy też zadowolenie z czegoś niespodziewanego. Nigdy nie zapomnę, gdy całą rodziną przyjeżdżaliśmy na wakacje i babcia na nasz widok mówiła właśnie: „O horośka! Tak myślałam, że przyjedziecie”. Nie mieliśmy wtedy jeszcze komórek, nie dawaliśmy wcześniej znać, że będziemy. Po prostu jechaliśmy i byliśmy, a od progu witały nas wesołe horośki.

2. Na despekt, despecny

To gwarowe swormułowanie znaczące tyle co „robić komuś na złość”. W moim domu jest to słowo wciąż używane, ale nie w negatywny sposób. Służy bardziej do zwrócenia komuś żartobliwie uwagi, gdy któryś z domowników robi na despekt, czyli po prostu nam dokucza.

3. Listonorka

Zanim pojawiła się ministra, psycholożka…. u mojej babci na wsi kobieta listonosz od zawsze była listonorką i nikogo ten fakt nie dziwił! ;-)

4. Odkrytka

Z wakacji, na imieniny, z pozdrowieniami od dalekiej rodziny… Z tych wszystkich okazji  listonorka przynosiła odkrytkę. Nie żadną tam widokówkę, pocztówkę, czy kartkę pocztową. Warto zaznaczyć, że słowo odkrytka  pochodzi z języka rosyjskiego i wiąże się z nim bardzo ciekawa historia. W 1900 roku w Warszawie zorganizowano konkurs na wymyślenie nowej, jednowyrazowej nazwy karty pocztowej w języku polskim. Nazwa miała zastąpić między innymi właśnie odkrytkę. Do ścisłego finału weszły m.in. takie sformułowania jak  liścik, listówka, otwartka, pisanka i pocztówka. Łatwo zgadnąć, która z nich wygrała. Ciekawostką jest również to, że została zgłoszona przez Henryka Sienkiewicza. Mimo, że nowa nazwa obowiązuje dokładnie od 27 listopada 1900 r. – w świętkorzyskiem wciąż wiele osób dostaje odkrytki.

5. Stonka

Pisząc stonka, nie mam na myśli pasiastego robaka, którego można spotkac na ziemniaku. U mojej babci na wsi stonka to taki dzisiejszy minibus. Podobnie jak taksówka to nie taksówka w znaczeniu samochodu, który świadczy usługi przewozowe, a po prostu każdy samochód. Wierzcie mi lub nie, ale są takie miejsca na tym świecie, gdzie niemal każdy ma dzisiaj taksówkę, a po ulicach jeżdżą stonki z warzywami!

6. Makulogwa (prawidłowo: makolągwa)

Moja babcia miała zwyczaj wołać w taki sposób na mnie oraz na moją kuzynkę, gdy po prostu się wygłupiałyśmy i miała dosyć naszego zachowania. Mówiła wtedy: „Ale z was makulogwy!”, ale nigdy nie potrafiła nam (o dziwo) wyjaśnić, co to znaczy ta cała makulogwa. Trochę mi zajęło, żeby odnaleźć znaczenie tego słowa, ponieważ babcia wymawiała je w sposób gwarowy. Okazuje się, że makulogwa (prawidłowo: makolągwa) oznacza „krzykliwą kobietę”. Istnieje również taki ptak, mały ruchliwy, podobny do wróbla.

7. Pomylone gary

To sformułowanie przenosi mnie z wiejskich krajobrazów do rodzinnego blokowiska. „Pomylone gary!” – wołało się tak np. podczas gry w chowanego, kiedy ktoś złamał w jakiś sposób zasady gry. Mówiąc obrazowo, kiedy Marek szukał i znalazł Justynę za białym maluchem, a Justyna schowała się tak naprawdę za śmietnikiem. Nie ma wątpliwości, że to były pomylone gary!

Lektura „Zapomnianych słów” bardzo kojarzyła mi się z moim niedawnym czytaniem niesamowitego „Atlasu wysp odległych” Judith Schalansky. Dlaczego? W słowniku każde wymienione słowo jest jak taka mała, samotna wyspa, dryfująca w ludzkiej pamięci. Każde słowo to odrębna historia, odrębny świat, magia. Jeśli lubicie prawdziwe podróże sentymentalne – polecam wam „Zapomniane słowa” z pełną odpowiedzialnością. Na pewno się nie zawiedziecie.


PS Jeśli przypomniały się wam jakieś własne, ulubione zapomniane słowa, zachęcam do podzielenia się nimi w komentarzu! :-)

Pozdrawiam,

Paulina

 

1 Comment
  • Ewa Ka

    2015-03-05 at 19:44 Odpowiedz

    przypominam sobie słowa babci, z których wynika, że można się „zatrzasnąć” – czyli zakochać…swoją drogą specyfikę tego uczucia oddaje w punkt ;)

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: