Paulina Jóźwik | Nadeszła już pora, żeby rzucić to wszystko i trochę oszaleć
Blog copywriterki o pisaniu, kreatywności, twórczym życiu i nie tylko!
copywriting
613
post-template-default,single,single-post,postid-613,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.5.2,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Nadeszła już pora, żeby rzucić to wszystko i trochę oszaleć

Piątek trzynastego. Jest szaro, pochmurno i zimno, choć w mijanych ogródkach widać już nieśmiałe przebłyski wiosny w postaci urokliwych krokusów i przebiśniegów. Idę sobie ulicą mojego małego miasta i nie myślę o tym wcale, że zaraz spotkam książkę na ulicy.  Wtedy tez trafiłam na ten skrawek okładki, którą od razu rozpoznałam. Fragment Zniszcz ten dziennik Keri Smith leży sobie pod moimi nogami. Nie wiem jaka siła sprawiła, że spojrzałam w dół, ale jestem jej wdzięczna. Naprawdę są w moim życiu momenty, kiedy dziękuję nowym technologiom za istnienie, bo nie wiem czy ktoś bez uwieńczenia tego na zdjęciu uwierzyłby w moją historię.

Dla niewtajemniczonych przywołam opis wydawcy na temat tej pozycji:

Światowy bestseller, którego nakład przekroczył już ponad 2 mln egzemplarzy! To książka inna niż wszystkie, które dotąd widzieliście. To dziennik który pozwala przekształcić destrukcję w kreację, uruchomić wyobraźnię i wyrazić swoje emocje! Wykorzystując pomysłowo, lecz osobliwie zilustrowane szablony, uznana artystka Keri Smith zachęca do dokonywania aktów destrukcji i eksperymentów w dzienniku, aby rozbudzić prawdziwy proces tworzenia. Ideą dziennika jest jego kreatywne «zniszczenie», «pobrudzenie», «postarzenie» poprzez dowolną, bardzo osobistą, czasem abstrakcyjną, ale zawsze twórczą interpretację zadań zaproponowanych na jego stronach”. Więcej na temat książki -> tutaj.

Oczywiście jest to marketingowa „mowa pochwalna”, którą możemy znaleźć na okładkach wielu książek.

***

Gdy wróciłam do domu na Lubimy czytać z ciekawości przejrzałam komentarze użytkowników na temat tej publikacji. Bardzo się zdziwiłam jak wiele z nich jest negatywnych, chyba w zasadzie nie znalazłam ani jednej pozytywnej wypowiedzi. Najczęstsze głosy sprzeciwu dotyczyły tego, że „to nie jest książka”. Jeśli chwycimy za jakąkolwiek definicję słownikową, bardzo szybko możemy poddać w wątpliwość ten argument. Pytanie: czy jest to literatura? Jeśli ktoś oczekiwał literatury to mógł się rozczarować i to na pewno jest temat do dyskusji. Kolejny argument dotyczył tego, że ludzie są przeciwni niszczeniu książek. “Jak można uczyć kogoś, żeby niszczyć książki?” – takie zdania można przeczytać w wielu recenzjach. Przyznaję, że trochę mnie to śmieszy, bo niby dlaczego nagle staliśmy się tacy poważni i nie łamiący zasad? Tym bardziej, że nikt nie nawołuje do niszczenia bibliotek, rzucania kamieniami w witryny księgarń, palenia podręczników… Kochani, nadeszła już pora, żeby rzucić to wszystko i trochę oszaleć. Wiele osób pisało też, że przecież można sobie kupić zeszyt w kiosku za 1,50 i zrobić to samo, po co marnować 30 zł. Ok. W zasadzie można się z tym zgodzić, ale ilu z nas by to naprawdę zrobiło? Załóżmy, że zobaczysz Zniszcz ten dziennik w księgarni i pomyślisz sobie: „nie widzę sensu w wydaniu 30 zł, ale mam nieziemską ochotę na stworzenie czegoś takiego samemu”. Czy Twoim następnym krokiem będzie udanie się do kiosku, by w domu wyżyć się przy pomocy „kreatywnej destrukcji”? Wątpię.

***

Nie wiem skąd tyle głosów przeciwko czemuś, co w zasadzie jest zabawą i to wcale nie aż taką złą, jeśli weźmiemy pod uwagę to w jaki sposób dziennik jest „niszczony” przez jego odbiorców:


Na YouTube możecie znaleźć setki takich filmów.

O co więc w tym wszystkim chodzi?

Tak się zastanawiam, czy może przyzwyczailiśmy się do pewnej pasywności, na którą pozwala nam książka i teraz jak ktoś od nas wymaga trochę wyjścia poza tę sferę komfortu, czujemy się odrobinę nieswojo? Możliwie, że to co kiedyś wyklejaliśmy w Złotych myślach i innych zeszytach z lat dziecięcych teraz musimy kupować za 30 zł. Dlaczego? Bo potrzebujemy impulsu, żeby zrobić coś fajnego, łatwiej nam podążać za modą i uczestniczyć w czymś z innymi niż samemu. Oczywiście są wśród nas wyjątki.

***

Czy naplułabym na książkę? Na inną zdecydowanie nie. Na ten dziennik, czemu nie? To trochę tak, jak kiedyś zdarzyło mi się polizać peeling cukrowy, żeby sprawdzić czy rzeczywiście jest słodki, mimo wyraźnego zakazu na etykiecie, abym tego nie robiła. Czasem może warto przekroczyć granicę, nawet niewielką. Być może też mieszka we mnie jeszcze jakiś dzieciuch. Sama bym pewnie tej książki nie kupiła, ale otrzymanie jej jako prezentu nie wywołałoby we mnie oburzenia, ale zobligowałoby mnie do … zniszczenia ;-)

Zachęcam was oczywiście do dyskusji na ten temat. Czy jest to dla was książka, czy nie? Czy to tylko chwyt marketingowy, czy może prowadzić do kreatywnych rzeczy?

P.S. Tytuł wpisu jest zaczerpnięty z wiersza Tomasza Różyckiego.

Pozdrawiam,

Paulina

  • Nie miałam tej publikacji w ręku ale strasznie mnie zaintrygowałaś i na 100% będę szukać, może właśnie przez taki wewnętrzny upór robienia czegoś na przekór. Zawsze tak w sobie miałam, dlatego męczą mnie recenzje pisane na jeden wzór, wielokrotnie powtarzane te same schematy ale chyba taka jest natura ludzkości, że tylko wybitne jednostki wyłania się z tłumu aby zamanifestowac swoją odmienność a reszta idzie równo,w jednym szeregu…

    • Polecam zobaczyć „Zniszcz ten dziennik” chociażby jako ciekawostkę :-) Ja też zresztą tak tę książkę traktuję. Pozdrawiam!