Paulina Jóźwik | Luksus czytania
Blog copywriterki o pisaniu, kreatywności, twórczym życiu i nie tylko!
copywriting
690
post-template-default,single,single-post,postid-690,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.5.2,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Luksus czytania

W Internecie, co jakiś czas pojawiają się poradniki na temat tego, co zrobić, żeby czytać więcej. Z jednej strony, jednym z koronnych argumentów osób, które próbują przekonać innych do czytania jest to, że czytanie to przecież jedna, wielka przyjemność. Z drugiej znowu strony, nawołujemy do tego, żeby czytać więcej, więcej i więcej. Nie postuluję w tym momencie oczywiście tego, żeby czytać mniej. Jest coś, co mnie minimalnie drażni w takim myśleniu.

Wszystkiego musi być wciąż więcej. Więcej pieniędzy, więcej followersów, więcej mieć, więcej bywać…więcej książek. Żyjemy w kulturze „więcej”, a to sprawia, że znaczenie argumentu przyjemności z czytania, mam wrażenie, coraz bardziej słabnie.

Jakiś czas temu trafiłam na tekst dotyczący badań nad postrzeganiem czasu wolnego, w którym opisywano, dlaczego reportaże książkowe cieszą się tak dużą popularnością. Jak się okazuje, wiele osób czyta reportaże, ponieważ dzięki temu ma poczucie, że robi coś pożytecznego, a nie marnuje czasu na czytanie, które jest formą przyjemności i rozrywki. Z reportażu można się bowiem zawsze dowiedzieć czegoś ważnego, czegoś nauczyć, w przeciwieństwie do kryminału, czy powieści. Chociaż często powtarzam, że najwięcej to można się nauczyć z książek dla dzieci, doskonale rozumiem ten tok myślenia. Przyznaję też, że ten opis mnie przeraził, bo jeśli spojrzeć na moją półkę to roi się tam od książek z charakterystycznym znaczkiem wydawnictwa Czarnego. Nie przypominam sobie też sytuacji, żebym poszła do biblioteki i ominęła dział z reportażami. Myślę o sobie, że lubię reportaże, ponieważ fascynują mnie historie ludzi i pociąga język, którym są one opisywane, szczególnie w przypadku polskiej szkoły reportażu. Jednak zastanawiam się, czy nie podziałało na mnie również to wszechobecne „więcej”?

W tym kontekście przypomina się mi też sytuacja z mojego gimnazjum, gdzie co roku organizowano konkurs czytelniczy. Polegał on na tym, że na koniec roku bodajże 3 osoby z całej szkoły, które „przeczytały” najwięcej książek dostawały nagrodę dyrektora. Rzecz jasna w postaci książki. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że zwycięzcami nie byli uczniowie, którzy rzeczywiście przeczytali imponującą liczbę książek – nikt tego po prostu nie sprawdzał. Wygrywali ci, którzy ich najwięcej wypożyczyli z biblioteki. Skąd wiem, że te osoby nie zawsze przeczytały to wszystko, co wypożyczyły? Bo sama byłam laureatką tych konkursów. Element rywalizacji niestety nie wpływał pozytywnie na realny wzrost czytelnictwa wśród dziatwy szkolnej, ustanowił tylko swoistą modę na wypożyczanie. Hasło „więcej” zamiast mobilizować, mnie zwyczajnie przytłaczało. W tamtym okresie czytałam naprawdę dużo, ale również pewną część książek nosiłam tam i z powrotem. Gdyby to były czasy mediów społecznościowych z dużym prawdopodobieństwem wrzucałabym fotkę do sieci z każdą wypożyczoną przeze mnie książką. Najważniejsze jest przecież to, żeby pokazać to „więcej” wokół siebie.

Są miesiące, kiedy z trudem przychodzi mi spotkanie z dwustoma stronami spokojnej lektury. Przeczytanie książki za jednym zamachem, bez żadnych zakłóceń z zewnątrz, jest dla mnie i dla mojego mózgu prawdziwym luksusem. Jedyne „więcej”, na którym mi od jakiegoś czasu zaczyna zależeć to, żeby zadbać właśnie o więcej takich momentów i czerpać z nich jeszcze więcej przyjemności.

Pozdrawiam,

Paulina

  • Na poradniki tego typu się nie natykam (zły Google chyba wie, że ich nie potrzebuję), choć tak naprawdę większość tych porad i tak stosuję w codziennym życiu. Czytam parę książek jednocześnie, niektóre głównie w komunikacji publicznej, etc. Chociaż zazwyczaj staram się skończyć książkę, nawet jak mi nie podchodzi. Czytam 52+ książki rocznie. Nikt mi nie zarzucił oszustwa, mimo że zdarza mi się czytać cienkie książki (uproszczone czytanki czy książki dla dzieci).
    Nie spotkałam się z nawoływaniem do czytania więcej… chociaż oczywiście, jeśli ktoś czyta parę książek rocznie, to można by spróbować go zachęcić do przeczytania jeszcze kilku. ;)
    Jak najbardziej, czytanie jest formą przyjemności i rozrywki, dlatego z ww. powodów czytam też książki popularnonaukowe czy akademickie. ;) Do tej pory pamiętam trochę rzeczy z książek o przygodach Tomka Wilmowskiego, typu góry w Australii etc. ;)
    Po przeczytaniu 9 książek w styczniu, następne dwa miesiące były dosyć suche (ogółem 3 książki, w tym 2 komiksy), w kwietniu dopiero się odbiłam.

    Biorąc pod uwagę, że mało mamy regularnych czytelników, a ci przypadkowi, tłumaczą się, że nie mają czasu – porady w stylu „jak czytać więcej” są na miejscu.

    • Jak najbardziej nie namawiam do tego, aby czytać mniej ;-) W tym nawoływaniu do czytania więcej brakuje mi po prostu czasami pytań o jakość czytanych lektur itp. Jest to temat z pewnością na długie dyskusje. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      • Jakość czytanych lektur? Nie wyciągaj trupów z szafy. Chcesz jeszcze zmniejszyć statystyki czytających? ;)

  • A ja sie spotkałam i to wiele razy (choćby na LC) i mam odnośnie tego podobne wrażenia jak Ty. Pogląd, ze czytanie powieści to strata czasu, funkcjonował już w XIX wieku i niektórzy nadal mu hołdują, czytając tylko „poważne” rzeczy. Np. Poradniki, bo z nich można sie czegoś nauczyć. Tak jakby rozrywka i odpoczynek były czymś z gruntu złym. Co ciekawe nie myśli sie chyba w ten sposób o oglądaniu durnych filmów, programów w to, czy graniu w gry komputerowe.

  • Gdy miałam tylko pracę, albo tylko szkołę czytałam nawet klika książek w tygodniu, zarywałam noc dla książki, teraz jako matka, kobieta samotna, pracująca pani domu z dwoma piętrami lubiąca porządek czytam od jednej do kilku książek w miesiącu. Poza tym gdy mam etap remontu i sama tapetuję pokój to chcę zrobić to w trzy,a nie dziesięć dni, całą uwagę skupiam np na remoncie i nici z czytania.

    • W Twojej sytuacji to całkowicie zrozumiałe. Myślę, że od 1-kilku książek na miesiąc to i tak świetny wynik ;-) Pozdrawiam.