Paulina Jóźwik | Gdzie kupować książki taniej i mieć dobrą zabawę?
Blog copywriterki o pisaniu, kreatywności, twórczym życiu i nie tylko!
copywriting
74
post-template-default,single,single-post,postid-74,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.5.2,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Gdzie kupować książki taniej i mieć dobrą zabawę?

Kilka tygodni temu trafiłam na ranking najlepiej ocenianych polskich księgarni internetowych. Jak się łatwo spodziewać, prym wiodą tam największe sieci sprzedażowe. To trochę tak, jakby stwierdzić, że najlepsze warzywa można dostać w Tesco, a wszyscy doskonale wiemy, że najlepsze warzywa są u Pani Krysi na straganie za rogiem, która doradzi jaka kapusta dobra na gołąbki, a jakie jabłka najlepsze na szarlotkę, a które po prostu do zjedzenia. Nie mówię, że kupowanie w Tesco jest złe, tak samo jak nie sądzę, że kupienie książki w Matrasie, czy innej sieci to zbrodnia. Sama niejednokrotnie to zrobiłam. Pokusa jest bowiem zbyt silna ;) Dodatkowo wiadomo też, że w księgarniach internetowych książki są zazwyczaj tańsze o kilka złotych i, że często można zamówić je z darmową dostawą do salonu, więc teoretycznie nic się nie traci.

Jednak coś się traci. Chodzi mi tu o WNK. WNK to nic innego jak wyprawa na książki. Wyprawa na książki może być wcześniej zaplanowana, najczęściej jest konsekwencją nawracających w ciągu tygodnia myśli: „Tak, zrobię to w sobotę”. Wtedy też adrenalina narasta stopniowo i w tym wymarzonym dniu nadchodzi spełnienie. Wyprawa na książki może być również spontaniczna, kiedy po pracy „przypadkowo” zahaczysz o księgarnię, do której nigdy nie wchodzisz –  „A wejdę tylko na chwilę!” i wyjdziesz z tomem „Sklepów cynamonowych” za 10 zł, czy innym Sienkiewiczem za piątaka.

Tak to już ze mną jest. Nie lubię iść na łatwiznę i po prostu wpisać w wyszukiwarkę tego czego szukam i kliknąć w pierwszy link, nie sprawdzając jakie skarby znajdują się dalej. Lubię polować. Taki ze mnie myśliwy książek. I nie lubię wydawać. Uważam, że mimo wszystko książki są drogie. Dlatego mam kilka sprawdzonych miejsc i dowodów na to, że można kupować tanio i czytać na bogato. A jak!

1. Uliczni sprzedawcy

Często mają książki tanie jak barszcz (zazwyczaj to Ci, którzy się za bardzo nie znają na tym, co sprzedają). Po drugie, że jeśli nie mają książek tanich jak barszcz, to bardzo chętnie się targują (to zazwyczaj Ci, którzy niewiele wiedzą na temat książek). Po trzecie, bo ich stoiska czasami wyglądają, jak dosłownie wyjęte z murów biblioteki, które ktoś z jakiś dziwnych powodów postanowił przenieść na ulicę. Niektórzy z nich są również chętni do wymiany na książki (choć z tym trzeba uważać, bo zagadywani wielokrotnie stają się na tym punkcie wrażliwi). Regularnie odwiedzani sprzedawcy uliczni mogą też co lepsze „okazy” zachować tylko dla ciebie, więc jest o co zabiegać.

2. Biblioteczne wyprzedaże

Biblioteki raz na jakiś czas (zazwyczaj raz do roku, albo nawet dwa) przeprowadzają remanent. Potem zazwyczaj w bibliotece odbywa się wielka wyprzedaż książek. Jeśli z jakiś względów nie lubisz chodzić do biblioteki, warto śledzić tego typu wydarzenia. Ceny książek zazwyczaj wahają się od 1 zł do 10 zł i można zaopatrzyć się nie tylko w klasykę literatury polskiej i światowej, ale też w egzemplarze ulubionych autorów, którzy np. nie są znani i poczytni w danym mieście. Ja na ostatniej tego typu wyprzedaży kupiłam 15 książek za około 20 zł. Rachunek jest więc prosty ;)

3. Antykwariaty

Antykwariaty dzielę na 3 rodzaje: poukładane, poukładano-chaotyczne i chaotyczne. Są takie, uwierzcie mi, gdzie książki są podzielone wg działów i w zasadzie nie potrzebujesz pomocy sprzedawcy, żeby coś znaleźć. Są takie, które są poukładane, ale tylko w głowie antykwariusza, a chaotyczne dla każdego odwiedzającego antykwariat. W tym przypadku najlepiej wiedzieć, czego mniej więcej się szuka – znać nazwisko, czy mieć określoną tematykę, która nas mniej więcej interesuje. Dobry antykwariusz jest w tym przypadku na wagę złota. Trzeci typ to przypadek nieuleczalny. Chaos do potęgi entej. Ty nic nie wiesz, tym bardziej antykwariusz, który na pytanie: „Ma Pan tego Białoszewskiego” odpowiada „Gdzieś jest”. Jeśli znajdziesz to „gdzieś”, uwierz mi – jesteś bohaterem.

4. Sklepy z tanią książką

Niektórzy mają awersję do tzw. sklepów z tanią książką, ze względu na to, że ich oferta to głównie nadmiar wszelakich czytadeł świata. Jednak jest to myślenie bardzo, bardzo błędne. Jeśli nie jesteś miłośnikiem literatury kobiecej, kryminałów, nic tam dla siebie nie znajdziesz. Jeśli masz naturę „szperacza” – uwierz mi znajdziesz wiele. W tego typu księgarniach trzeba wyostrzyć zmysły, niejednokrotnie schylić się pod stół, na którym wystawione są książki, by znaleźć coś wartościowego. Często też, szczególnie w dużych miastach, asortyment tych księgarni wcale nie jest nastawiony tylko na to co z niższej półki, a z powodzeniem i w dobrej cenie można znaleźć pozycje z Czarnego, Znaku, W.A.Bu, PIWu, Czytelnika, czy inne.

5. Supermarkety

Kojarzycie te dziwne kosze poustawiane w supermarketach, przy których rzadko kto stoi? Ja staję tam zawsze  i Tobie też polecam. Szczególnie jeśli szukasz czegoś dla dzieci i  nie zawsze są to jedynie książeczki o księżniczkach. W takich koszach wygrzebałam już naprawdę różne, niespodziewane w tym miejscu książki, np. kilka pozycji z legendarnej serii „Poczytaj mi mamo”, czy „Książkę Twarzy” za dyszkę w koszu w sklepie specjalizującym się głównie w sprzedaży RTV i AGD.

6. Sieciówki

Chodzi mi tu o wszystkie sklepy typu Empik czy Matras. Dlaczego o nich wspominam? Ponieważ w obu tych miejscach znajdują się punkty, gdzie można kupić książki w granicach 5-10 zł. W Empiku najczęściej jest to ukryta półka, gdzie leży kilka egzemplarzy osamotnionych książek (zazwyczaj nie widać jej pośród innych promocji typu 2+1 itp.). Koniecznie poszukaj jej w najbliższym salonie. W Matrasie są to kosze, których na całe szczęście nikt nie ukrywa, a które naprawdę warto wertować. Oprócz tego typu punktów w znanych sieciówkach, niektóre księgarnie również wyodrębniają takie miejsca, najczęściej z ostatnimi, niesprzedanymi egzemplarzami.


Taki jest właśnie mój sposób na zdobywanie książek. Dlaczego wolę WNK od zwykłego kupowania? Przede wszystkim dlatego, że bardzo mnie cieszy jak znajdę coś niespodziewanie, czego szukałam od dawna w dodatku w bardzo korzystnej cenie. Nie każdy tak musi, ale ja polecam z ręką na sercu, bo to doskonała zabawa.

P.S. W rankingu nie zawarłam oczywiście księgarni zarówno tych stacjonarnych, jak i online, które rzecz jasna lubię i odwiedzam. Zazwyczaj jednak w księgarniach przeceny książek to -10,-20, -30%, więc za książkę i tak trzeba dać około 15-20 zł. Powyższe miejsca to te, w których można znaleźć ciekawe pozycje poniżej tej kwoty.

Pozdrawiam,

Paulina

2 komentarze
  • mimi

    2014-11-07 at 16:09 Odpowiedz

    Przede wszystkim bardzo przyjemny blog :). Co do postu, ja również lubię książkowe wyprawy (szczególnie te niespodziewane). Natomiast z internetowych sieciówek preferuję bonito (i poźniejsze odbieranie zamówionej książki w punkcie odbioru).
    Natomiast u ulicznych handlarzy książek jeszcze nic nie kupiłam (może następnym razem idąc przez miasto bardziej zwrócę uwagęna ich stoiska).

    • Paulina

      2014-11-07 at 19:11 Odpowiedz

      Bardzo dziękuję za miłe słowa i komentarz :) Przyznam szczerze, że bonito znam, ale nie korzystałam jeszcze. Życzę powodzenia ze sprzedawcami ulicznymi :)

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: